sobota, 14 lutego 2009

14 lutego. dzien swetrów z rombem.

14 lutego.
Wędrując po galerii bałtyckiej mijam niby-restauracje gdzie przy trzech różnych stolikach siedzą trzy różne osoby i każda z nich ma sweter ala kononowicz.To dzień konowicza - myślę- spada to na mnie jak objawienie .

Wikipedja rzecze iż jest to dzień patrona padaczki i podagry , dzień ustanowiony z okazji braku okazji do handlu , więć dzień stricte komercyjny.Ustanowiony w dodatku w okolicach święta na cześć greckiego bożka Pana .
No ale ktoś dziś wierzy wikipedii ?
W każdym razie w ten dzień patrona padaczki ludzie dostają istnych mózgopląsów i oczopląsów od natłoku wszechreklamy. Takiego oczopląsu , że nikt nie patrzy na straszące jak antyczna meduza szyby wystaw reklamowych ,z lęku przed zamieniem się w kamień , petryfikacją.Albo raczej stratą kilku minut które trzeba lepiej wykorzystać.W końcu czas to kapitał.
Każda sekunda życia to koszt rzędu kilku złotych/pensów/dolarów/funtów/centów- w zależności od człowieka.
Każdy oddech to strata , którą trzeba nadrobić.



Wystawy straszą helveticą , umieszczaną wszędzie jak znak jakiejś głębokiej helvetycznej-korporacyjnej konspiracji.

W każdym razie wizyta w tym miejscu przypomniala mi o londynie.
O tym , że pewnego razu wchodząc do pewnego domu handlowego o bardzo krętych schodach , krętych w sensie krętości nie zaś szerokości bo były dość szerokie , zobaczylem ludzi stojących na nich , jakby myśleli że są to schody ruchome .
Idąc w ich kierunku tylko czekałem aż marmurowe schody zaczną się porusząć , wydając dżwięk jak przy jakimś końcu świata.

Jednak schody się nie poruszyły, a ja mijąjąc osoby blokujące schody ze wzrokiem którego kanadyjscy strażnicy lotnisk mogliby używać zamiast paralizatorów , ruszylem dalej .


W strone wyjścia .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz